Ostatnia Deska Ratunku 2008
Po „Cieniu” fotki środka, czyli „Ostatnia Deska Ratunku”. Miejsce spotkań, rozmów do rana, dymu, gwaru, muzyki i tańca. OSTATNIA DESKO RATUNKU - ratuj się…
Po „Cieniu” fotki środka, czyli „Ostatnia Deska Ratunku”. Miejsce spotkań, rozmów do rana, dymu, gwaru, muzyki i tańca. OSTATNIA DESKO RATUNKU - ratuj się…
Po oficjalnym ogłoszeniu końca „Cienia PRL-u” wrzucimy tegoroczne zdjęcia tego miejsca. Niech potomni wiedzą gdzie był i jak wyglądał.
Taka informacja ukazała się na oficjalnej stronie „Cienia PRL-u”.
Niejedna osoba zapłacze, ale my mamy cały czas nadzieję, że „Cień PRL-u” przetrwa. Może w innym miejscu, ale będzie, bo być musi. Takie miejsca nie mogą pójść w zapomnienie. Trzymamy za Mirka kciuki, aby się tak stało. My i tak przyjedziemy.
Całkowicie nas zaskoczyli. Kto ? Ania z Łukaszem.
Wracając z zespołem Plateau z ich koncertu w Sanoku, postanowili wpaść do nas na kawę. Posiedzieliśmy parę godzin razem na pogaduchach i musieli wracać wieczorem do Rzeszowa. Ich podróż pociągiem trwała bardzo długo, ale jak Ania napisała w sms-ie, to warto było się spotkać. Pozdrawiamy Anię i Łukasza. Do najbliższego spotkania.
Czy ta wielka decha z napisem „Smolarnia” zawiśnie już w innym miejscu ?
Muzyka - to wyłom, przez który dusza, jak więzień z więzienia leci czasem w regiony wolności.
Stefan ŻeromskiZawsze jest dużo muzyki w „Cieniu PRL-u”, granej od serca, tak prywatnie, dla siebie i słuchaczy. Za te fajne wieczory wszystkim grającym - DZIĘKUJĄ - słuchający.
Wracamy do wakacyjnych tematów.
Przemierzając często drogę Dołżyca - Cisna - Dołżyca, mijaliśmy niezbyt ładny budynek z napisami „Solinka zaprasza” i „Dania domowe”. Może ten wygląd nie zachęcał, żeby zajrzeć do środka. Od razu przychodził na myśl głęboki PRL, gdzie lokale gastronomiczne witały nas aluminiowymi sztućcami, wytartą ceratą na stolikach, wyszczerbionymi talerzami z napisem „Społem”, herbatą podaną w szklankach „musztardówkach” i nieodzownym brudnym zeszytem z dumnym napisem „Książka życzeń i zażaleń”. Jednak ciekawość wzięła górę i podreptaliśmy po mostku, którego styl ciężko określić, do środka. Wnętrze baru „Solinka”, to idealny PRL, ale czysto i bez aluminiowych sztućców. Dostaliśmy menu pisane odręcznie i tu już lekki niepokój. Tym bardziej, że ceny bardzo przystępne. Złożyliśmy zamówienie i czekamy. Pani przyniosła nasze talerze, zjedliśmy i …
Niesamowite zaskoczenie. Jedzonko palce lizać, naprawdę domowe, pani bardzo miła, a na tarasie bieszczadzkie powietrze. Ludziska, chcecie dobrze zjeść i tanio, wejdźcie do baru „Solinka”. Tam nie straszy. Oferta szczególnie dla młodych turystów, których portfele, przeważnie, do pękatych nie należą. Jak, to człowiek często się myli, sugerując się tylko zewnętrzną otoczką. Zjedliśmy tam jeszcze parę obiadów (tam gdzie stale jadaliśmy, kucharz parę razy źle się czuł) rozpamiętując czasy PRL-u.
Komentarze