Archiwum dla » Wrzesień, 2009 «

Ekspansja „Niedźwiadka”

Firmowy trunek Bieszczadów zaczyna opanowywać kraj. Jak widać na załączonym zdjęciu (dzięki Izie za foto) pojawił się już w Proszowicach koło Krakowa. Mieszkańcy innych regionów Polski będą mieli okazję skosztować trunku, który proponujemy pić bezpośrednio z butelki. Picie z kieliszków raczej nie wchodzi w rachubę, ponieważ zapach tego wina może przyprawić o zawrót głowy, albo jeszcze gorzej… Proszę nie sugerować się ceną i zastanowić się czy lepiej może zainwestować w piwo. Wprawdzie „tanie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie”. Wybór należy do CIEBIE.

Kategoria: Bieszczady  Tagi:  Brak komentarzy

Dni Cisnej

Jak co roku w lipcu odbyły się Dni Cisnej. Mieliśmy okazję uczestniczyć w imprezach zorganizowanych z tej okazji. Pierwszego dnia zobaczyliśmy i usłyszeliśmy między innymi koncert Kapeli na Dobry Dzień (pozdrowienia dla Pegaza). Podobały nam się kawałki, które zaprezentowali. Główną atrakcją wieczoru był zespół Sztywny Pal Azji. Frekwencja na placu przed sceną przerosła nasze oczekiwania. Nie spodziewaliśmy się, że tyle osób przyjdzie na koncert tej kapeli. Przecież to zespół naszej młodości, trochę tylko odmłodzony. Niedziela w Cisnej była dniem kowbojskim. Pogoda trochę nie dopisała i może dlatego ludzi też było mniej. Obejrzeliśmy pokazy konne, konkursy dla dzieci i dorosłych, posłuchaliśmy muzyki country. Po raz czwarty odbył się konkurs ,, Swojskie ciśniańskie jadło”. Podczas trwania imprezy uczestnicy mogli posmakować potraw kuchni bieszczadzkiej i nie tylko. Ogólnie impreza należała raczej do udanych.

FOTKI

Zaczynamy…

Tak jak przewidywaliśmy, wyjazd tego lata w Bieszczad był zupełnie inny. Był wielką niewiadomą, nie tylko dla nas. Wiedzieliśmy, że wszyscy ,,członkowie partii” będą szukać się po całych Bieszczadach, bo przystań dla dobrych ludzi pod nazwą ,,Cień PRL-u” stała się wirtualna. Dzięki gościnności Kasi ( w końcu szefowej, bo Mirek też jest tam tylko gościem, cha, cha), zakotwiczyliśmy na Majdanie w ,,Galerii Smolarnia”. Najzabawniejszą rzeczą było to, że po raz pierwszy spaliśmy pod dachem, a nie w namiocie. Świat zwariował. Mało tego, sztukę chłonęliśmy praktycznie całą dobę. Tak zaczęły się 4 tygodnie naszej przygody na rozdrożu między Komańczą, Cisną, a Roztokami Górnymi. A wydarzyło się , oj wydarzyło…A przewinęło się ludzi, oj przewinęło…

FOTKI