Tagi dla » Bieszczady «

Rozsypaniec 2011 - wystawy

Rozsypańcowi 2011 towarzyszyły różne wydarzenia. Między innymi można było zobaczyć wystawy fotograficzne.
Jedna z nich, to wystawa zdjęć Jerzego Janickiego „Moje Bieszczady”, na której odbyło się spotkanie z przedstawicielami Fundacji im.Jerzego Janickiego. Jego osoba bardzo była związana z Bieszczadami. Tutaj odpoczywał i tworzył. Poświęcił wiele uwagi tej krainie w swojej twórczości pisarskiej (np. „Opowieści bieszczadzkie”), filmowej czy radiowej. Należy też dodać, że w 2010 roku z okazji 3 rocznicy jego śmierci, z inicjatywy Gminy Lutowiska, której Jerzy Janicki jest honorowym obywatelem, został odsłonięty pomnik poświęcony jego pamięci.
Druga wystawa skłania do refleksji i przypomnienia sobie roku 1986, kiedy to nastąpiła największa katastrofa w historii energetyki w elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Skażeniu promieniotwórczemu uległ ogromny obszar na pograniczu Białorusi, Ukrainy i Rosji. Chmura radioaktywna rozprzestrzeniła się po całej Europie. O tej tragedii przypomniał nam Krzysztof Knapik, prezentując swoje zdjęcia na wystawie pod tytułem „Czarnobyl - ćwierć wieku po katastrofie„.

FOTKI

Rozsypaniec 2011 - kiermasz

W poprzednim wpisie o Rozsypańcu wspomnieliśmy o targach rękodzieła artystycznego, które towarzyszyły festiwalowi. Stragany zapełniły parking Restauracji Bieszczadzkiej, prezentując ceramikę, rzeźbę, malarstwo, ikony, witraże, zabawki ludowe, wyroby z drewna, koronki, biżuterię. Dzięki temu, wszyscy mogli podziwiać prace artystów i rzemieślników, a także uczestniczyć w warsztatach (np. sprawdzić się w rzeźbieniu). W tym przypadku najlepiej przemówią zdjęcia, które przedstawiamy w galerii poniżej.

FOTKI

Dołżyca - Kalnica

Był piękny, lipcowy poranek. Zdecydowaliśmy, że przyda nam się na ,,rozgrzewkę” lekki spacerek ,,stokówką”( niewiedzącym podpowiemy, że to droga leśna wykorzystywana do transportu drewna). Wybraliśmy więc kilkukilometrową trasę Dołżyca – Kalnica. Jest ona równoległa do czarnego szlaku prowadzącego na Falową. Już na początku upał dawał nam się nieźle we znaki. Na szczęście byliśmy wystarczająco zaopatrzeni w wodę (pomni wyprawy na Jasło, kiedy musieliśmy ratować się jagodami, bo wody zabrakło). Jednak po drodze okazało się, że na tej trasie można co chwilę uzupełniać zapas wody z pobliskich potoków. W czasie wędrówki minęliśmy retorty, czyli stalowe piece służące do wypalania węgla drzewnego, których w Bieszczadach jest pokaźna ilość. Mimo, że wiele tras po Biesach mamy już za sobą (wiele także przed nami), po raz pierwszy mieliśmy okazję zobaczyć pracę przy tzw. zrywce drewna. Ludzie, przy użyciu swoich sił, maszyn, drewno transportują, układają, przesuwają i nie wiadomo co jeszcze. Jest to jedna z najcięższych i najniebezpieczniejszych prac, której nie każdy podoła. Poza tym, na jednym z wierzchołków trafiliśmy na punkt widokowy, z którego podziwialiśmy przepiękne krajobrazy rozpościerające się wokół. Mimo ogromnego upału daliśmy radę. Teraz już śmiało mogliśmy planować i realizować kolejne górskie wycieczki.

FOTKI

Bieszczady anno domini 2011

Rozpoczynamy naszą przygodę z Bieszczadami anno domini 2011. Droga jak droga. Busko Zdrój, Tarnów, obowiązkowa wizyta w zajeździe „Pod Skałą” przed Jasłem i dalej drogi, do wyboru, prowadzące w Bieszczad. „Pod Skałą” zawsze posiedzimy dłużej, bo po tylu latach przyjazdów, kelnerki, które są tu bardzo miłe, witają nas serdecznie od progu, pytając, na jak długo w tym roku w Bieszczady. Jednak nie o tym generalnie. Wychodząc z restauracji zobaczyliśmy na parkingu coś nieprawdopodobnego. Obok naszego pięknego „Lupaczka” ktoś zaparkował jakiś tandetny samochód. Żeby to był „Maluch” w dobrym stanie, no to jeszcze, ale to… Zerknijcie sami na parę fotek w galerii. o zgrozo…
Jadąc przez Daliową zatrzymaliśmy się przy cerkwi, która widnieje na zdjęciah obok. Parę słów o niej.
Cerkiew greckokatolicka p.w. św.Paraskewy w Daliowej, jak to przeważnie tego typu budowle, stoi na wzgórzu. Zbudowana jest na planie krzyża greckiego w tzw. ukraińskim stylu narodowym, co odróżnia ja od innych cerkwi typowo łemkowskich. Odrestaurowana w latach 90 za sprawą Łemków z Ameryki. W czasach PRL-u zamieniona na magazyn. Powstała w 1933 roku w miejscu poprzedniej, która spłonęła dwa lata wcześniej. Ciekawostki związane z tą cerkwią, to legenda o cudownych właściwościach dzwonu cerkiewnego, który swoim biciem miał rozganiać burze i odstraszać demony. Także fakt, że w starym domu, nieopodal cerkwi w czasie swoich wędrówek po górach przenocował Karol Wojtyła, co uwieczniono tu niewielkim pomnikiem ku czci Jana Pawła II.
PS: Oczywiście na zdjęciach ukochane lilie Baci, rosnące w stawach koło restauracji. Zawsze je fotografuje.

FOTKI

Bies Czad Blues 2011 w fotografii

Dokumentacja zdjęciowa VI edycji Bies Czad Bluesa cały czas się powiększa o nowe fotki. Wszystkie galerie ze zdjęciami można zobaczyć na stronie Restauracji Bieszczadzkiej, gospodarza spotkań bluesowych 2011 roku.

Adres www: http://bieszczadzka.net/2011/08/bies-czad-blues-2011-foto/

Bies Czad Blues 2011 /obok sceny/

Bies Czad Blues, to nie tylko muzyka na głównej scenie, czy koncerty na jam session. Także wszystko wokół, co tworzy tą cudowną atmosferę, która powoduje, że ludzie chcą tu być, wracać i czekać z niecierpliwością na kolejną edycję tej imprezy. Oby tak trwało zawsze.

Do następnego roku !!!

FOTKI

Bies Czad Blues 2011 /sobota/

Sobotnie koncerty rozpoczęła śląska formacja bluesowa Mr.Blues (Bogdan Rumiak, Czesław Hibner, Piotr Prządka, Czesław Szymala, Marek „Sonor” Stokowski) prezentująca, między innymi, własne kompozycje autorstwa lidera grupy Bogdana Rumiaka. Po nich na scenie zaprezentował się silny skład pod nazwą BiesCzadBlues Project, powołany na chwałę BCB-a. Była okazja posłuchać osobowości bluesowych z różnych regionów Polski grających razem, co pokazało, jak bleus potrafi muzycznie łączyć ludzi. Oto oni: Karolina Cygonek, Kuba „Fiszka” Fiszer, Jan Gałach, Filip Jurczyszyn, Marek „Pegaz” Kobus, Borys Sawaszkiewicz. Na zakończenie Bieszczady usłyszały mocniejsze brzmienie, bo na scenie stanął zespół 4 Szmery ( „Sierściu”, Darek, Jarek, „Gabi”, Andrzej), prezentując kompozycje ich ukochanego zespołu - AC/DC. Tego wieczoru były także podziękowania za wszystko i dla wszystkich, a także zaproszenie na następną edycję Bies Czad Bluesa. Tegoroczna zakończyła się zaproszeniem przez Andrzeja Jerzyka na całonocny jam session, który spowodował, że scena w Restauracji Bieszczadzkiej pękała w szwach z powodu mnogości muzyków chętnych do grania.

FOTKI