Po 37 dniach spędzonych w Bieszczadzie trudno się połapać o co chodzi ludziom biegającym po mieście za czymś, czego tak naprawdę nie ma. Ich sprawa.Trzeba jednak wrócić do rzeczywistości. Rozpakować klamoty, wykombinować jakieś pieniądze, spakować się i znowu wrócić w Bieszczady. I tak bez końca.
W tym roku nasze wrażenia z pobytu zaczniemy nie od początku wyjazdu, jak to zawsze bywało, ale od najważniejszej imprezy tego lata, czyli Bies Czad Bluesa. Możemy chyba śmiało powiedzieć, że ta impreza jest i będzie trwać w Bieszczadach. Dzięki niej wszyscy mamy możliwość spotkać się w gronie niesamowicie ciekawych i pozytywnie zakręconych ludzi. O to właśnie chodzi. Bez narzucania sztywnych ram i reguł. Bies Czad Blues ma coraz większe grono wspaniałej publiczności i coraz więcej zaprzyjaźnionych muzyków, którzy będąc tu raz, zawsze chcą wracać. Miło nam z tego powodu, tym bardziej, że i my mogliśmy dołożyć cegiełkę, aby ta impreza była, a muzyka rozbrzmiewała wśród tak cudownej przyrody. Do następnego roku.
Zaczynamy zdjęciami, które zrobiliśmy na jam session rozpoczynającym na rozgrzewkę Bies Czad Bluesa w Restauracji Bieszczadzkiej w dniu 4 sierpnia 2011 roku.
FOTKI
Kategoria: Bieszczady
Tagi: Andrzej Jerzyk, Andrzej Rojek, Arek Zawiliński, Asia Pilarska, Bartek Przytuła, Bies Czad Blues, Borys Sawaszkiewicz, Dołżyca, Filip Jurczyszyn, Janek Gałach, Karolina Cygonek, Kuba Fiszer, Marek "Pegaz" Kobus, Mariusz Korczyński, Michał "Gier" Giercuszkiewicz, Muzyka, Na Drodze, Przemek Chołody, Restauracja Bieszczadzka Brak komentarzy
Komentarze