Tagi dla » Góry «

Chata Wędrowca i Baza Ludzi… z Mgły

Pogoda podła, leje deszcz, w górach błotko… No to co ? Zaatakowaliśmy z Kariną wetlińskie knajpy. Zajrzeliśmy miedzy innymi do Chaty Wędrowca i Bazy Ludzi… z Mgły (Ranczo tym razem pominęliśmy). Wystrój w Chacie Wędrowca już od progu zachęca do posiedzenia i zamówienia Naleśnika Giganta z Jagodami, który zyskał miano Bieszczadzkiego Produktu Lokalnego, czyli, jakby nie patrzeć, to Made in Bieszczady. Żeby się nie zadławić takim olbrzymem, gospodarze proponują nam różnorodność piw czeskich i słowackich. Podobno jedyne takie miejsce w Polsce. Taki wybór, to raj: Pilsner, Saris, Budweiser, Staropramen, Gambrinus, Krusovice, Smadny Mnich, Kelt, Kozel, Zlaty Bażant… Pobyt może się tu przeciągnąć w nieskończoność. Żeby w gardle nie zaschło w Bazie Ludzi… z Mgły też złotego napoju do woli. Przyciemnione światła, przyjaźni ludzie, a klimacik i gadżety zgromadzone w knajpie nasuwają na myśl podobieństwo do sławetnej Siekierezady w Cisnej. Coś w tym jest. Baza Ludzi… z Mgły, to jedno z ostatnich takich miejsc w Bieszczadach, tak jak i Ranczo, czy dawny Cień PRL-u w Dołżycy. Przy okazji pobytu tu, przypomnimy wiersz Rafała Dominika.

BAZA LUDZI Z MGŁY
Powoli wędruję tam gdzie cichnie szelest jesiennych liści.
Tam gdzie za zakrętem rzeki niknie jej szumu szept.
Przerzucam karty swoich dni
Nie wiedząc czy mój księgozbiór ma wiele tomów.
Zastanawiam się czy muśnięcie wiatru
Którego dostąpiłem przed chwilą
Umarło, czy jeszcze żyje.
A kiedy nie narodzą się moje sny
To gdzie one będą.
A kiedy moje nadzieje nie będą się już lęgły
To gdzie będzie ich spełnienie.
Tyle pytań, ile drogi przede mną.
A odpowiedzi, co nicości nieodgadnienie.
A mój żywot jak te konie Wysockiego
Nad przepaścią diabelskim zaprzęgiem
Ciągną w mgłę.
Dokąd- nie wiem.
Baza ludzi z mgły
Moja- Twoja.
Na chwilę tutaj na ziemi
W „Bazie ludzi z mgły”
Wypijmy po winie
Może zwolnią, może dadzą odetchnąć
Byle nie zawlokły za szybko
Na zdrowie- na życie
„Baza ludzi z mgły”

Po znojach wędrówek po górach, wstąpcie do Chaty Wędrowca, Bazy Ludzi… z Mgły czy Rancza w Wetlinie by odpocząć, ugasić pragnienie i spotkać ciekawych ludzi.

FOTKI

Jasło nocą

Mieszkając na Majdanie mieliśmy okazję poznać grupę młodych ludzi, którzy nocowali z nami przez kilka dni. Sześcioro spędziło więcej czasu (kilka dni), a reszta (3 osoby) wpadli tylko ,, na chwilę” (chyba na weekend). Korzystali z uroków Bieszczadów, chodzili po górach i nie tylko… Jednak pomysł, na jaki wpadła Jadzia nieco nas zaskoczył, ale bardzo nam się spodobał. A mianowicie: chciała obejrzeć zachód i wschód słońca na Jaśle. Namówiła więc kolegów postanowili wyruszyć późnym popołudniem na szczyt, na górze przenocować, a o świcie zachwycać się wschodem słońca. I tak się stało. Profesjonalnie przygotowani do wyprawy wyruszyli zdobywać szczyt. Cała wyprawa należała do udanych. To, co chcieli, zobaczyli. Emocje, które im towarzyszyły były bardzo różne (zwłaszcza w nocy). Dzięki uprzejmości Dawida (Staśka) prezentujemy zdjęcia, które zrobili podczas wyprawy. Byliśmy pod wrażeniem i gratulujemy pomysłu. Pozdrawiamy całą ekipę w składzie: Jadzia, Agnieszka, Arek, Dawid, Krzysiek i Marcin. Do zobaczenia w przyszłym roku. Jest w Bieszczadzie jeszcze dużo górek, gdzie można spędzić noc.

FOTKI

Połonina Caryńska

Z zasady w góry chodzimy tylko we dwoje. Tym razem wybraliśmy się w większym składzie, wraz z Michałem i Jackiem. W przeddzień mieliśmy ambitne plany, aby wyjść w góry wczesnym rankiem, ze względu na wysoką temperaturę w godzinach południowych. Niestety rzeczywistość okazała się inna i wyjechaliśmy dopiero o 9:00, bo dla Michała wcześniejsza godzina, to jakaś abstrakcja. Zaopatrzeni w wodę i żywność (Bacia o wszystkich pomyślała i zabrała więcej niż trzeba), ruszyliśmy z parkingu na przełęczy w Brzegach Górnych przez Połoninę Caryńską do Ustrzyk Górnych. Przy wejściu Jackowi trudno było uwierzyć, że zdoła wejść na szczyt, który stanął przed nim w oddali, ale podtrzymywaliśmy go na duchu. Poza tym rozmawiając z mamą przez telefon, poinformował ją, że właśnie zaczyna wchodzić na Caryńską. Okazało się, że to już drugie wejście Jacka na tę połoninę Po raz pierwszy był tam, gdy jego mama była z nim w ciąży. Ha, ha zabawne, co? Oczywiście Michałowi pozwoliliśmy iść pierwszemu nie tylko z powodu długości nóg, ale z nadzieją, że dozna jakiegoś olśnienia lub dopadnie go wena twórcza i ta wycieczka zaowocuje jakimś nowym tekstem. Po paru godzinach (były oczywiście przerwy na jedzenie jagód) dotarliśmy na szczyt. Warto było! Potem powoli podążaliśmy szlakiem w stronę Ustrzyk Górnych. Jackowi trochę dało popalić zejście (bo przecież lepiej wchodzić), zresztą wszyscy trochę odczuliśmy to w stawach nie tylko kolanowych. Przy ,,życiu” trzymało chłopaków to, że w Ustrzykach czeka na nich zimne piwo. A upał był nie do zniesienia. I tak się stało! Przed sklepem spożywczym w cieniu parasola popijaliśmy zimne piwko (oczywiście oprócz kierowcy). Mamy nadzieję, że ten wypad na Połoninę Caryńską na długo pozostanie w pamięci nam wszystkim, a zwłaszcza Jackowi, który, jak mówił był pod wielkim wrażeniem. Panowie do przyszłego roku.

FOTKI

Kochający góry i sztukę

Kto to taki ? To człowiek o imieniu Daniel, Daniel Lizoń, pomieszkujący w Krakowie lub w Wojnarowej na ziemi nowosądeckiej. O sobie, skromnie mówi: „Jestem artystą, amatorem. Cokolwiek to znaczy. Zawsze jednak wierny poezji i muzyce”. Corocznie mamy możliwość widzieć go w Bieszczadach, w których przeżył wiele chwil, które zapamięta na długo. Zaprezentujemy jeden z wierszy Daniela, z tomiku „Zaproszenie”, dedykowany Karinie. Oni oboje najlepiej pamiętają czas i okoliczności powstania tego wiersza.

modlitwa do hyrlatej

nie trzeba opisywać
bieszczadzkich pejzaży
przypominać trudny los
nie czas nie miejsce

zobaczyć
wyplutą żłóć niegodziwości
liszaj wiatru wzruszonego na lisznej
potoki niemyśli szemrzące
między czasem który goi
wolność za którą przelano
tyle wódki u mirka

rozciąć pamięć
zieloną banderą
by zła krew się wylała
a została dobra

Daniel w swoim dorobku ma cztery tomiki poetyckie: W słońcu zatopieni (2006), Ambra (2007), Skupienie (2008), Zaproszenie (2010). O nim samym, jego twórczości i innych poczynaniach możecie poczytać na jego stronie internetowej (http://www.dlizon.art.pl/).

Pozdrawiamy Daniela, a na deser jego przygoda z zespołem IRA w postaci filmiku, jaki można zobaczyć na YouTube.

Wodospad w Wetlinie

Jedna z rzeczy, która nurtowała nas, kiedy bywaliśmy w Wetlinie, to gdzie jest wodospad ?. Że jest, to wielu słyszało, ale do końca nie wiedzą gdzie i jak wygląda. Musieliśmy, to wreszcie sprawdzić, aby na przyszłość nie być gołosłownym i określić pytającym dokładnie, gdzie się mają kierować, aby dotrzeć do tego urokliwego miejsca. Mówiąc ustami Juliusza Cezara - „Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem” - co widać na fotografiach.

Bardzo ładnie wodospad opisał, współpracownik portalu TravelPolska, Rafał Gottman:

„Każdy z turystów odwiedzających Bieszczady zna doskonale Wetlinę. Niewielu jednak z nich widziało znajdującą się tu osobliwość – wodospad Ostrowskich, zwany również Siklawą Ostrowskich. Ten niewielki wodospad (ok. 5 m wysokości i ok. 3 m szerokości) jest bardzo mało znany. Niezbyt często można natrafić na jakąkolwiek informację odnośnie tego miejsca”… [czytaj dalej]

FOTKI

Bukowe Berdo

Jak zobaczycie w aparacie fotograficznym obrazek, mniej więcej, taki jak widnieje obok, to wiecie, że trzeba dać mu prądu, bo z robienia fotek nici. Sięgamy więc do plecaka i… Niech to… Nie ma, zapomnieliśmy. Piszemy o tym ku przestrodze wszystkim, którzy wybierają się na Bukowe Berdo, gdzie widoki na Bieszczady są przepiękne. Zabierajcie zapasowe akumulatory, bo Bukowe Berdo, to jedna z piękniejszych połonin w Bieszczadach. Możemy stąd popatrzeć na Tarnicę, Szeroki Wierch, Połoninę Caryńską, Połoninę Wetlińską, Krzemień i wiele innych górek. Podejście od strony Mucznego jest dość łatwe, nie ma też takich tłumów, jak na Tarnicy, czy Połoninie Wetlińskiej, a widoki cudowne. Zachęcamy wszystkich do wypadu na Bukowe Berdo. Zdjęć mamy tyle, ile prezentujemy w galerii. Byłoby więcej, ale…

FOTKI

Smolnik i Zagroda Chryszczata

Skorzystaliśmy z okazji i pojechaliśmy całą ferajną, oczywiście wesołym Cieniobusem, do Smolnika koło Komańczy. Po drodze we wskazanym miejscu kupiliśmy pyszne sery. Jadąc dalej, wydawało nam się, że to już koniec świata. Po raz pierwszy mieliśmy okazję zobaczyć to tak urokliwe miejsce. Najpierw naszą uwagę przykuły dziwne dźwięki. Okazało się, że to najprawdziwsze pawie pokrzykiwały sobie stąpając dostojnie. Porozmawialiśmy tam z ludźmi, którzy między innymi zarabiają na życie rzeźbiąc. Dziewczyny, ku uciesze dostały w prezencie pawie pióra. Stamtąd pojechaliśmy do również bardzo ciekawego miejsca, a jakże innego od poprzedniego. Była to „Zagroda Chryszczata”. Tam po prostu padliśmy na kolana. Wspaniałe wnętrza knajpki urządzone z wielkim smakiem i gustem. Mnóstwo pięknych rzeźb i płaskorzeźb, obrazów, kolekcji kufli, zdjęcia, kabaryny (w języku więziennym i osób internowanych - izolatka) urządzone jako pokoje gościnne dla turystów, chcących wypocząć w spartańskich warunkach i wiele, wiele różności, o których możecie się przekonać oglądając fotki. Jedzonko również pyszne, obsługa, psy, kozy i atmosfera wymarzona, zupełnie jak na innej planecie.

FOTKI